[phpBB Debug] PHP Notice: in file [ROOT]/includes/functions.php on line 4655: Undefined index: WHO_WISITED_TODAY
Ocean Souls • Zobacz wątek - 1001 albumów


Zaloguj | Zarejestruj


Strefa czasowa: UTC + 1


Teraz jest 6 paź 2022, o 09:29




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku Przejdź na stronę <<  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  >>
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostNapisane: 19 lis 2011, o 13:00 
Imaginaerum
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2 gru 2008, o 19:09
Posty: 2917
Lokalizacja: Wawka
[center]61. Arch Enemy - Rise of the Tyrant (melodic death metal, 2007)

Obrazek[/center]

Siódma płyta w dorobku szwedzkiego zespołu, czwarta, na której wokalnie udziela się Niemka Angela Gossow. Ich muzykę można określić jako niezwykle ostre metalowe granie z dużą ilością melodyjnych solówek w wykonaniu Michaela i Christophera Amottów oraz charakterystycznym już growlem Angeli. Cały album to istna ściana łomotu i agresji, już "Blood On Your Hands", kawałek otwierający płytę, pokazuje brutalność, która nie opuści nas aż do ostatniego numeru. Do tego wszystkiego należy dodać niesamowite, wielce urozmaicone solówki braci, którzy świetnie uzupełniają się w graniu. Jest naprawdę na czym zawiesić ucho. Jako ciekawostkę można też potraktować fakt umieszczenia na początku kawałka tytułowego przemowy cesarza Kaliguli z filmu "Kaligula". Jest to naprawdę interesujący wstęp do całości utworu. Oprócz tej ściany dźwięku, o której pisałam wcześniej, mamy też dłuższe elementy melodyjne - mam tu na myśli instrumental "Intermezzo Liberté", czy najdłuższy na płycie (6:35) "Vultures". Warto też oczywiście wspomnieć o wokalistce Angeli Gossow. Jest wiele growlujących kobiet, ale Angela należy do czołówki. Uczona przez "guru" growlu Melissę Cross, Niemka potrafi wydać z siebie naprawdę niesamowite dźwięki, dzięki czemu wzbudza respekt i szacunek nawet u die hard metalowców ;) Album w mojej ocenie jest naprawdę dopracowany w każdym stopniu i potwierdza wysoką pozycję Arch Enemy w metalowym świecie :)

_________________
Manogerls newer sikajoooooom! :D
Daviduzz napisał(a):
Jak będzie straszna pogoda, lało, wiało, duszno i porno :)

VAGINAERUM! A DREAM EMPORIUM!

Turn loose the bladder and piss calm.

Rise of Perła and Gomorrah!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 19 lis 2011, o 16:00 
Imaginaerum
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 25 lut 2009, o 20:00
Posty: 2168
62. Jacula- In Cauda Semper Stat Venemum (progressive rock, 1969)

Obrazek


Jacula to włoski zespół grający rocka progresywnego. ‘In Cauda Semper Stat Venemum’ to debiutanckie dzieło Włochów. Ogladając okładkę przedstawiająca zakapturzoną postać nad szkieletem zmarłego na cmentarzu możemy dojć do wniosku, że mamy do czynienia z czymś na pewno mrocznym i przygnebiającym. Taka własnie jest ta płyta. Płyta zdominowana przez organy koscielne, które przez cały album wysuniete są na pierwszy plan. Rzadko kiedy pojawia się perkusja czy gitara elektryczna. Testy nie są śpiewane, tylko mówione w języku łacińskim. Płyta klimatycznie cuchnie okultyzmem. Gdybym miała wskazać płyte, która idealnie nadaje sie do soundtrack piekła i horroru pierwszej klasy byłaby to z pewnością ‘In Cauda Semper Stat Venemum’. Mroczny klimat i narastające napięcie spotęgowane jest dodakowo poprzez rózne odgłosy czy to wiatru czy to to np. kruków( chyba to są kruki, nie znam sie na ptakach xD). Minimalistyczna perełka składajaca się z 6 udanych kompozycji, w których można doszukiwać się wpływu na rozwój doom metalu, a zespół nazwać jednym z prekursorem gatunku. Partie gitary w ‘Triiumphatus Sad’ nasuwają skojarzenie z Celtic Frost i wniosek, że CF wzorowało sie na Włochach. Zdecydowanie album, który jeżeli chodzi o ówczesne granie, wyznaczał sie na plus na scenie progresywnej i który powinien znać, każdy. Polecam!!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 20 lis 2011, o 20:13 
Over the hills and far away
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 20 paź 2008, o 18:39
Posty: 546
Lokalizacja: Warszawa
63. Tori Amos - Little Earthquakes (pop-rock/alternatywa, 1992)

[center]Obrazek [/center]

Pierwsza (nie licząc krótkiej gry z zespołem Y Kant Tori Read) i prawdopodobnie najlepsza płyta amerykańskiej pieśniarki, pianistki zwanej Tori Amos. Znajdujemy tu wszystko, co dla niej charakterystyczne i dla tego gatunku muzyki najlepsze. Tori tym albumem wpisała się na stałe w kanony muzyki stojąc w jednej linii z chociażby z Kate Bush, do której jest porównywana. Główna siła tej płyty to bardzo ciekawe połączenie pierwszoplanowej gry fortepianu z innym instrumentarium - często z rytmami rockowymi, a wszystko to przyprawione na tej płycie dosyć różnorodnym głosem Tori, której nie można pomylić z nikim innym. Eksperymenty, które prowadzi na kolejnych płytach jak i na tej można skwitować twierdzenie, że Amos stworzyła gatunek, który ja określam jako - progresywny pop (wedle niektórych prawdopodobnie Kate Bush była pierwsza ;P).

Płytę otwiera przebojowe "Crucify", które przez pewien czas było zakazane w niektórych amerykańskich rozgłośniach radiowych z powodu kontrowersyjnego tekstu. Następnie przechodzimy przez spokojne "Girl", dochodząc do najmocniejszego utworu, z rolą fortepianu na przedzie - "Silent all this years". Moim faworytem jest "Precious things" - prawdopodobnie najmocniejszy utwór, wyróżniający z szeregu ballad - szczególnie polecam wersję na żywo z Glastonbury. Po niemal rockowych wrażeniach przechodzimy do nostalgicznej ballady "Winter" opowiadającej o ojcu autorki - naprawdę piękne dźwięki - co zainteresuje cześć forumowiczów - Dream Theater w swoim dorobku ma cover tego utworu(nie wiem czy gdzieś to wydali). "Happy Phantom" to radosna piosenka w dosyc szybkim rytmie, dobra do nucenia, następnie mamy metaforyczny utwór "China", "Leather" oraz "Mother". Niesamowicie nacechowany emocjami jest "Me and the Gun", gdzie Tori śpiewa niemal a cappella - utwór bardzo dla niej osobisty, dotyczący gwałtu. Całość wieńczy tytułowy "Little earthquakes" z wspaniałymi wokalizami i partiami chóralnymi.

Tori jest bardzo oddana temu, co tworzy - wystarczy popatrzeć na jej występy na żywo - wygląda jakby grała cała sobą. Należy po prostu do tych artystów, którzy grają to co chcą i wytwórnia muzyczna się nie wtrąca kropka.

_________________
"Jest tylko moja racja i to jest święta racja, a jeśli nie jest moja, to moja jest mojsza niż twojsza, że właśnie moja racja jest nacja najmojsza"


Ostatnio edytowano 20 lis 2011, o 20:13 przez MrDoe, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 26 lis 2011, o 20:50 
Endless Forms Most Beautiful
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 wrz 2005, o 21:32
Posty: 4487
Lokalizacja: Przed monitorem
64. Emerson, Lake And Palmer - Brain Salad Surgery (rock progresywyny, 1973)

Obrazek

Płyta wybitna pod każdym względem, jeden z najlepszych albumów XX wieku, kolejne dzieło w dorobku supergrupy Emerson, Lake And Palmer a zarazem ich ostatnie naprawdę wielkie dokonanie. Od majestatycznego i tradycyjnego psalmu Jerusalem (Parry/Blake) opiewającego bardziej cywilizowaną wersję luddyzmu, jak to ktoś kiedyś ładnie określił, aż po absolutnie genialną 4-częściową suitę Karn Evil 9 - ten album to majstersztyk pod względem kompozycji, aranżacji, interpretacji oraz znakomitego technicznego wykonania. Pomiędzy tymi 2 utworami znajdziemy jeszcze wyśmienitą adaptację Toccaty Alberto Ginastery, która została wielokrotnie pochwalona przez jej kompozytora ("Keith Emerson has beautifully caught the mood of my piece") oraz 2 mniej wymagające uwagi przerywniki - bardziej nostalgiczne Still...You Turn Me On oraz humorystycznie zabarwiony numer Benny The Bouncer.
Apogeum swoich możliwości trio osiąga jednak w Karn Evil 9 (a konkretnie w 1st Impression, Part1&2; ścieżki 5 oraz 6). Pamiętam, że kiedyś w temacie o Dream Theater padło pytanie, jaki klawiszowiec przewyższa swoimi umiejętnościami Jordana Rudessa. Jasną odpowiedź na nie daje brawurowy popis Keitha Emersona w tym właśnie numerze. Poziom tego co ten gość tutaj wyprawia podczas ok. 13 minut przewyższa wielokrotnie wszystkie wyczyny Tuomasa Holopainen ze wszystkich płyt, na jakich się udzielał oraz - co można powiedzieć z 99%-ową pewnością - wszystko co jeszcze stworzy w przyszłości.
Dobra, dość wychwalania tej arcygenialnej płyty - trzeba ją samemu przesłuchać!
W tym miejscu jeszcze jedna uwaga - muzyka ELP łatwa w odbiorze nie była nigdy a Brain Salad Surgery to w sumie najmniej przystępna ich płyta; szczególnie tyczy się to Karn Evil 9, zresztą pamiętam, że sam musiałem do niej kilka razy podchodzić. Tym niemniej jednak pod kilku(nastu, -dziesięciu) przesłuchaniach każdy miłośnik dobrej muzyki powinien dostrzec logiczną spójność i perfekcję pozornie chaotycznej końcówki tego albumu.

_________________
https://www.musik-sammler.de/sammlung/sirivanhoe/


Ostatnio edytowano 26 lis 2011, o 20:51 przez Ivanhoe, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 27 lis 2011, o 19:02 
Angels Fall First

Dołączył(a): 20 lis 2011, o 17:28
Posty: 37
Lokalizacja: Warszawa
[center]65. Steve Hackett - Wild Orchids (progressive rock, 2006)
Obrazek[/center]

Jest to zapierające dech w piersiach dzieło. Płyta urzeka stylistycznym bogactwem już po pierwszym przesłuchaniu. Jest to płyta przede wszystkim rockowa, ale zawierająca rozwiązania charakterystyczne dla muzyki klasycznej. Są też orientalne rytmy w utworze "Waters of the Wild", bałkańskie w innym, a gdzie indziej nawet pobrzmiewają lata 20-te. Gdzieś w tym wszystkim słychać trochę Cohena, Cavea, a z drugiej strony np. GIlmoura.
Wszystkie 13 kompozycji stanowi oddzielny rozdział, a jednocześnie ma się wrażenie, że tworzą jednak harmoniczną całość. Stylistyczna rozpiętość utworów zawartych w 57 minutach muzyki powoduje, że chce się wgłębiać w tą muzykę całym sobą i odkrywać coraz to nowe wspaniałe muzyczne dania o wyrafinowanych smakach, za każdym razem innych... Smacznego 8)


Ostatnio edytowano 27 lis 2011, o 19:09 przez Major, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 27 lis 2011, o 20:46 
Imaginaerum
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2 gru 2008, o 19:09
Posty: 2917
Lokalizacja: Wawka
[center]66(6). Bathory - Blood Fire Death (black metal, 1988)
Obrazek [/center]

Czwarty studyjny album Bathory, projektu (bo trudno mi to nazwać zespołem) nieświętej pamięci Quorthona. Ostatnia płyta w pełni blackmetalowa, zanim twórca zdecydował się przerzucić na klimaty wikińskie (może jeszcze "Hammerheart" ma jakieś pozostałości blackmetalowe, ale zdecydowanie jest ich mało). Jeśli wczesne krążki Venom, Celtic Frost, Running Wild zarysowywały nowo rodzący się gatunek, jakim jest black metal, to płyty Bathory jako jedne z pierwszych w pełni go ukształtowały, a "Blood Fire Death" jest tego uwieńczeniem. "Odens Ride Over Nordland" to świetne klimatyczne intro otwierające płytę - jest mocno wikiński (pierwsze sygnały późniejszej zmiany stylu) i pozwala słuchaczowi przenieść się do mroźnej Północy. Po nim następuje, zaczynający się dość niewinnie, "A Fine Day to Die" trwający ponad 8 minut. Następny w kolejce jest niezwykle szybki numer "The Golden Walls of Heaven", którego tekst jest akrostychem - pierwsze litery wersów układają się w słowo 'SATAN'. Z akrostychem mamy do czynienia także w przypadku "Dies Irae" - tutaj pierwsze litery tworzą frazę 'CHRIST THE BASTARD SON OF HEAVEN'. Czyli, jakby nie patrzeć, Qourthon pokusił się o pewne upoetyzowanie swoich tekstów :) Ponadto na albumie możemy znaleźć wiele elementów epickich, które dały podwaliny pod takie gatunki jak viking metal właśnie, czy nawet folk metal, a także pozwoliły wykreować podgatunek, jakim jest epic black metal (przykładowy zespół Summoning).
Czysty, surowy black metal z elementami epickimi, naturalność oraz niezwykła pomysłowość Quorthona sprawiły, że jest to album wyjątkowy, jeden z najlepszych w swoim gatunku. Śmiało można nazwać "Blood Fire Death" jedną z ikon black metalu.

_________________
Manogerls newer sikajoooooom! :D
Daviduzz napisał(a):
Jak będzie straszna pogoda, lało, wiało, duszno i porno :)

VAGINAERUM! A DREAM EMPORIUM!

Turn loose the bladder and piss calm.

Rise of Perła and Gomorrah!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 9 gru 2011, o 21:35 
Dark Passion Play
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 wrz 2008, o 17:48
Posty: 1295
67. The Sisters of Mercy - Floodland (gothic rock, 1987)

Obrazek

Na odmianę od progresji płyta z gatunku, który tutaj jeszcze się nie pojawił (była wprawdzie Lacrimosa, ale to jednak trochę inna muzyczna bajka), a moim zdaniem mająca spore szanse spodobać się przynajmniej kilku tutejszym Forumowiczom. "Floodland" to drugi i zarazem najlepszy album spośród zaledwie trzech wydanych przez tę brytyjską grupę. Chociaż lider zespołu, Andrew Eldritch, kategorycznie sprzeciwiał się nazywaniu muzyki Sióstr "gotycką", to krążek jest nie tylko klasyką gatunku, ale i płytą, która zmieniła jego oblicze - odchodząc od gitarowych brzmień na rzecz znacznie większego udziału klawiszy.

Same utwory zaś są wyraźnie lepsze, bardziej rozbudowane i zróżnicowane niż na debiucie, a charakterystyczny niski, głęboki głos Eldritcha pasuje do nich idealnie. Dwie części kompozycji "Flood" - pierwsza hipnotyczna, transowa, z elektronicznym podkładem i zabłąkaną gdzieś w tle gitarą, druga będąca jednym z najpiękniejszych utworów na płycie, świetnie wykorzystująca zatopione w pogłosie klawisze i gitarę akustyczną. Singlowa "Lucretia My Reflection" - momentalnie zapadająca w pamięć dzięki wyraźnie wyeksponowanej linii basu (z ciekawostek: ten kawałek doczekał się coverów w wykonaniu m.in. Warrela Dane'a oraz Kreatora). Największe wrażenie, przede wszystkim pod względem wokalnym, robi jednak niemal jedenastominutowa, najlepsza kompozycja na płycie, "This Corrosion" - począwszy od monumentalnej partii chóralnej otwierającej utwór, przez znakomite wokalizy i chórki, po polifonie w finale (w nagraniach wziął udział 40-osobowy chór, a także kilku dodatkowych śpiewaków). Podobnie zresztą, choć już nieco skromniej, został wzbogacony drugi singlowy utwór - "Dominion/Mother Russia".

Niektórych może na tym krążku irytować użycie automatu perkusyjnego, niemniej "Floodland" to znakomity, niezwykle klimatyczny album, któremu zdecydowanie warto poświęcić swój czas i uwagę. Płyta idealna na długie, zimowe wieczory.

_________________
If we burn our wings flying too close to the sun
If the moment of glory is over before it's begun
If the dream is won, though everything is lost
We will pay the price, but we will not count the cost


"Sikasz? Bo polityk nie." :lol:


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 17 gru 2011, o 09:52 
Century Child
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 14 mar 2008, o 21:09
Posty: 668
68. Swans - Children Of God (post-punk, industrial rock, experimental rock 1987)

Obrazek


Płyta z początków kariery, najlepiej jednak połączył początek i koniec. Projekt słynął wcześniej z brutalnych, kakofonicznych, industrialowych brzmień z nihilistyczno-dusznym klimatem, dla których tłem mógłby być Germinal Zoli. Wraz z przyjściem nowej wokalistki Jarboe grupa postanowiła wzbogacić kompozycje. Na Children Of God transformację widać w pełni - przez płytę przewija się obój, flet, skrzypce

Jak może wyglądać płyta czerpiąca z melancholijnych zaśpiewek Joy Division, hałaśliwości Big Black, z minimalizmu i brudu Einstürzende Neubauten oraz folkowych kompozycji niczym z Dead Can Dance?

Muzyka nie jest łatwa. Niepokojące, pozbawione rytmu, niekiedy nawet dysharmonijne utwory z deklamowanym wokalem, którego Michaelowi Girze zazdrościć mogą wszyscy niedoszli muzyczni nihiliści. Pojawiające się często akustyczne przerywniki pozwalają wytchnąć po muzycznej nawałnicy.

Bardzo wiele grup deklaruje inspiracje muzyką Łabędzi:
-wczesna scena industrial metalowa(Godflesh, Skin Chamber, Pitchshifter)
-sporo grup post-rockowych(Goodspeed You Black Emperor)
-projekty noise(Boris, Boredoms)
-projekty Drone(The Angelic Process, Nadja, Sunn O)))
-sludge metal(Neurosis, Isis, Grief)
-inne zespoły(Tool, Agalloch, Beyond Dawn)
-grono gothic rockowych zespołów
-nawet Kurt Cobain lubił ich muzykę :lol:

_________________
"Emoki to dzieciaki, które lubią się dołować i wywołują u siebie objawy depresji a później się okaleczają. Ich stan depresyjny można by tu porównać do urojonej ciąży ujamnika :)"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 17 gru 2011, o 16:02 
Angels Fall First

Dołączył(a): 20 lis 2011, o 17:28
Posty: 37
Lokalizacja: Warszawa
[center]69. Transatlantic - The Whirlwind (progressive rock, 2009)
Obrazek [/center]

TRANSATLANTIC- supergrupa z gatunku progresywnego rocka pod kierownictwem Neala Morse'a z Portnoyem (wtedy Dream Theater), Stoltem (Flower Kings) i Trewavesem (Marillion) w składzie. Cóż trzeba więcej. Takie osobowości w jednym bandzie!
„The Whirlwind” to trzeci album w dorobku tej grupy i moim zdaniem najlepszy. Tym razem muzycy umieścili na płycie tylko jeden utwór, ale za to 77 minutowy. Piękna dwunastoczęściowa suita o tym, żeby w chaosie codzienności, który nas otacza, odnaleźć trochę spokoju, i żeby nigdy absolutnie się nie poddawać. Muzyka na tej płycie płynie i stanowi skończoną całość. Włączając tę płytę rozpoczynamy podróż w nieznane, by po załamaniu się czasu przenieść się w inny wymiar. Fantastyczne dzieło i to nagrane raptem w siedem dni. W wydaniu bonusowym znajdują się jeszcze dodatkowe utwory Transatlantic i kilka coverów. Ci z Was, którzy nie mieli jeszcze do czynienia z rockiem progresywnym, powinni sięgnąć po tę płytę, ponieważ tak właśnie wygląda prawdziwe progresywne granie na najwyższym poziomie. . Dla fanów tego gatunku pozycja obowiązkowa. Gorąco polecam.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 6 sty 2012, o 12:37 
Imaginaerum
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2 gru 2008, o 19:09
Posty: 2917
Lokalizacja: Wawka
[center]70. Holy Moses - Finished with the Dogs (thrash metal, 1987)
Obrazek [/center]

Po dość przeciętnym debiucie, jakim był "Queen of Siam", niemiecki band wydaje płytę, dzięki której wdarł się do czołówki niemieckiego thrashu. Wszyscy przede wszystkim byli pod wrażeniem, że za mikrofonem stoi kobieta, co w tamtych czasach nie było częstym zjawiskiem, a na pewno nie w takim gatunku, jakim jest thrash metal. Sabina Classen (bo tak nazywa się nasza porykująca osobliwość) brzmi na tym albumie niesamowicie - jest ogień, jest moc, jest agresja, jest surowość (w odróżnieniu od perfekcyjnego brzmienia Angeli Gossow), jest szaleństwo - czyli wszystko, czego potrzebujemy, aby wokalnie "Finished with the Dogs" brzmiał naprawdę thrashowo i oldschoolowo. Ale oczywiście wokal to nie wszystko - również gitarzysta Andy Classen (wtedy mąż Sabiny) grający niezwykle szybkie i często wpadające w ucho riffy sprawia, że ten album przytłacza słuchacza, wbija go w fotel i nie pozwala na chwilę głębszego oddechu. Niemiecka maszyna z każdym kawałkiem ostro prze do przodu nie pozwalając sobie na żaden odpoczynek. Zasad jest jedna: niszczyć wszystko, co stanie na drodze. Od utworu tytułowego, przez łatwo wpadający w ucho (dzięki swoistym chórkom - nie, nie kojarzyć z chórkami nightwisho-podobnymi) "Current of Death" aż po te wszystkie naprawdę wbijające w ziemię kawałki (np. "Life's Destroyer"). Tym albumem Holy Moses na trwałe zapisało się w klasyce niemieckiego thrash metalu i wciąż może pozostać jednym ze wzorów do naśladowania przez wiele młodszych kapel.

_________________
Manogerls newer sikajoooooom! :D
Daviduzz napisał(a):
Jak będzie straszna pogoda, lało, wiało, duszno i porno :)

VAGINAERUM! A DREAM EMPORIUM!

Turn loose the bladder and piss calm.

Rise of Perła and Gomorrah!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 12 lut 2012, o 16:13 
Endless Forms Most Beautiful
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 wrz 2005, o 21:32
Posty: 4487
Lokalizacja: Przed monitorem
71. Camel - Mirage (rock progresywny, 1974)

Obrazek

Ponad miesiąc przerwy we wrzucaniu nowych albumów, więc się chyba nikt nie obrazi, że znowu prog. :)
Drugi album Camel jest jednym z najlepszych dzieł w historii progresywnego rocka; przy okazji jest to dość łatwo przyswajalna płyta (nawet dla osób, które mają kłopoty z tym gatunkiem). Tak więc po ok. pięciu przesłuchaniach prawie każdy powinien być w stanie jako tako ogarnąć te 5 utworów (niecałe 40 minut muzyki).
Wszystkie z nich są bardzo dobre, żeby nie powiedzieć świetne, szczególnie biorąc pod uwagę, że w przystępny sposób serwują słuchaczowi to, co w progu najlepsze - zmiany tempa i metrum, znakomitą współpracę wszystkich instrumentalistów (kapitalna sekcja rytmiczna - trzeba się wsłuchać), świetne solówki na gitarze (z przesterem lub bez), minimoog, hammond, piękny flet Latimera w "Supertwister", przeplatanie się ze sobą momentów stonowanych i agresywnych (opus magnum "Lady Fantasy").
Kompozycje są również zróżnicowane - obok łagodnego instrumentala "Supertwister" znajdują się 2 utwory o średniej długości oraz dwie 3-częściowe suity - wspomniane wyżej "Lady Fantasy" oraz ścieżka nr 3 "Nimrodel/The Procession/The White Rider", czyli numer poświęcony twórczości J.R.R. Tolkiena (The White Rider to oczywiście Gandalf).

Kto nie zna, niechaj słucha.

_________________
https://www.musik-sammler.de/sammlung/sirivanhoe/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 26 mar 2012, o 16:30 
Imaginaerum
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 25 lut 2009, o 20:00
Posty: 2168
72. Agitation Free- Malesch(krautrock/experimental rock/rock, 1972)

Obrazek

Agitation Free to niemiecka kapela wykonująca muzykę z pogranicza krautrocka i experimental rocka. W 1972 roku wydali swój debiutancki album Malesch dedykowany Thomasowi Kesslerowi i Alfredowi Bergmannowi. Zanim grupa przystapiła do pracy nad nowym albumem w kwietniu 1972 roku odbyła trasę koncertową po Tunezji, Egipcie, Libanie, Jordanii i Grecji.Debiutancki krążek był dziełem niezwykłym, efektem 7 letniej pracy zespołu. Jedna z tych płyt, która może być jednym z przykładem na poparcie tezy o ogromnym zróżnicowaniu sceny progresywnej w Niemczech; w latach 70 ubiegłego stulecia. Słychać otwartość muzyków na nowe wpływy i eksperymenty z muzyką. Świetne połączenie elementów muzyki eksperymentalnej z elementami rocka psychodelicznego z wyraźnymi wpływami folkloru z okolic Morza Śródziemnego, głównie folkloru egipskiego, dodatkowo rozbudowane partie syntezatorowe. Całość bardzo rozimprowizowana. Piękna i zróżnicowana płyta. Khan El Khalili napisane przez muzyków pod wpływem jednej z dzielnic Starego Kairu. Muzyczna podróż przez wiele kultur i tradycji , która uważnemu słuchaczowi namaluje dźwiękiem obraz zadymionej rockowej knajpy, ciasnej egipskiej uliczki w upalny dzień, czy widok zaklinacza węży czarującego swoim fletem kobrę.
Polecam!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 21 wrz 2012, o 15:33 
Endless Forms Most Beautiful
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 wrz 2005, o 21:32
Posty: 4487
Lokalizacja: Przed monitorem
73. Brainticket - Cottonwoodhill (krautrock/progressive/experimental/psychedelic rock, 1971)

Obrazek

Temat już od jakiegoś czasu całkiem leży, ale widzę, że coraz to więcej osób sięga po jakieś dobre pozycje stąd (czyli nie po "darcie mordy na 3 akordy" jak to kolega Polityk ładnie określił kiedyś). No to czas na płytę, którą na pewno mało kto zna. Album równie świetny jak perełka wyżej opisana przez Lalenę.
Nie od dziś wiadomo, że uwielbiam niemiecką scenę prog/krautrockową oraz hard/heavy z lat 70. Nie jest również tajemnicą, że oferuje ona sporo perełek, o których generalnie zapomniano z biegiem czasu, jak np. projekt belgijskiego multiinstrumentalisty Joela Vandroogenbroecka. Szczególnie mam tu na myśli pierwszy album, jeden z najbardziej psychodelicznych krążków wszech czasów. Jeżeli ktoś jeszcze nie wie co to określenie oznacza, to jako szybką kurację wstrząsową polecam właśnie ten album; nic z Cream, Yardbirds czy The Doors. Powód? Dość prozaiczny. Według muzyków, którzy nagrywali ten album, jest on muzycznym odwzorowaniem całego doświadczenia psychodelicznego, jakie odczuwa się po zażyciu LSD, potocznie zwanego kwasem. Czy tak rzeczywiście jest nie wiem, pytajcie się kogoś kto zarówno słyszał Cottonwoodhill oraz brał LSD. Ja spełniam tylko pierwszy warunek, ale przyznać muszę, że po tylu latach ten krążek robi wciąż piorunujące wrażenie. Eksperymentalny i innowacyjny; biorąc pod uwagę, że ukazał się ponad 40 lat temu nie sposób sie nadziwić skąd oni czerpali inspiracje i pomysły, które na stałe zadomowiły się w muzyce rockowej lata później. O muzyce szczegółowo pisać nie mam zamiaru, zostawiam dziewicze wrażenia przyszłym Słuchaczom i Słuchaczkom, natomiast przyłączę się do tego co muzycy zespołu napisali na opakowaniu winyla: "Only listen to this once a day. Your brain might be destroyed!"

_________________
https://www.musik-sammler.de/sammlung/sirivanhoe/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 23 wrz 2012, o 20:53 
Wishmaster
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 14 lut 2010, o 22:15
Posty: 358
74. Radiohead - OK Computer (alternative/art rock, 1997)

Obrazek

Co tu dużo pisać? Album, o którym słyszał chyba każdy forumowicz choć trochę interesujący się światem muzyki. Radiogłowi zawsze byli oczkiem w głowie krytyków, a niemal każdy ich album, niezależnie od zawartości otrzymywał w momencie premiery same 10/10 i A+. Pewna polska encyklopedia humoru pisze o OK Computer "płyta jest uważana za najlepszy album lat 90. [...] przez jedenaście na dziesięć serwisów muzycznych" - i nie ma w tym aż tak wielkiej przesady.

"Jak to?" - spytacie pewnie. ELP czy King Crimson ;) ledwo (jeśli już) łapią się w takich zestawieniach, a jakaś brytyjska "alternatywno-rockowa" kapela, której kariera rozpoczęła się od naśladowania Nirvany, zdobywa wszystkie tytuły? Trochę nie fair, prawda? Hm?

Celowo nie opisuję żadnego utworu. Zdecydujcie sami: najbardziej przeceniony album wszech czasów, czy może wręcz przeciwnie, najbardziej doceniony? To tylko 45 minut, a warto, choćby żeby dowiedzieć się, "czym oni wszyscy się tak jarają".

IMO OK Computer < In Rainbows = Kid A


Ostatnio edytowano 23 wrz 2012, o 20:57 przez altertide0, łącznie edytowano 3 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 19 paź 2012, o 12:05 
Imaginaerum
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 25 lut 2009, o 20:00
Posty: 2168
75. Yatha Sidhra- A Meditation Mass (1974, krautrock/space rock/psychodelic)


Obrazek
Dobra, dalej krautrock. :D
„A Meditation Mass”, czyli kolejna świetna i mało znana porcja krautrocka.Kojarzycie płytki z muzyką do medytacji? To właśnie jeden z takich krążków, który mógłby służyć do medytacji. Nie kojarzycie? Nic nie szkodzi z pewnością każdy kiedykolwiek natchnął się na zaklinacza węży, który 'bajeruje' swoje ofiary fletem, tworząc zmyślne melodie. Flet, który jest dominującym instrumentem buduje specyficzny hipnotyczny klimat. „A Meditation Mass” stanowi świetne nawiązanie do tybetańskiej filozofii i okolicznego folku. Tytuł krążka idealnie oddaje zawartość. Muzyka spokojna, skoncentrowana wokół hipnotycznego przewodniego tematu. Świetne połączenie elementów z floydowskiej Ummagummy, z indyjskim folkiem oraz jazzującymi pasażami. Całość stanowi około 40minut świetnej muzyki podzielonej na 4 części. Podsumowując: hipnotyczna, wciągająca, potrafiąca zaskoczyć słuchacza, idealna pozycja na jesienny wieczór.Niebanalna propozycja, którą serdecznie polecam!


Ostatnio edytowano 19 paź 2012, o 12:07 przez Lalena, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku Przejdź na stronę <<  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  >>

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron