a ja mam 4 starszych braci- Piotrek 30, Marek 29, Paweł 28 i Mirek 26 lat. Z najmłodszym zdarzało się mieć kosę, ale zawsze byli dla mnie kimś w rodzaju guru. Najlepszy kontakt od zawsze mam z tym najstarszym, ale z pozostałymi też jest dobrze. Pamiętam jak byłam mała, miałam może z 5 lat i rozbiłam sobie oba kolana na drodze, to nosili mnie na rekach

teraz jak już się wyprowadzili to trochę ich brakuje, tym bardziej, że zawsze w domu było pełno ludzi a teraz trochę pustki... no a zawsze jak przyjeżdżają to jest wielkie święto

nigdy nie pomyślałabym, że mogłabym ich uważać za karę, wręcz przeciwnie...
a co do rozpieszczania, to przyznaje sie bez bicia, że jako najmłodsze dziecko moich rodziców i zarazem jedyna córka byłam kiedyś oczkiem w ich głowie

ale jak tylko trochę urosłam i zaczęłam miewać swoje zdanie na różne tematy- zwykle inne od mojego ojca- to skończyło sie rozpieszczanie. Ale szczerze mówiąc cieszę sie z tego, bo nie chciałam być jakoś wyszczególniana... tym bardziej, że właśnie o to zwykle miałam te kosy z najmłodszym bratem
a no i mam jeszcze kuzynkę, ale od zawsze byłyśmy ze sobą tak związane, że mówimy na siebie per "siostra"
