Lalena napisał(a):
Btw, ciekawe ile zarabia Pan piszący ten artykuł, że twierdzi iż płacenie podatków jest fajne, bo na pewno za 1000zł nie zapier**** na kasie w TESCO czy BIEDRONCE.
Nie rozumiem tego konkretnego zarzutu. Oczywiście daleko mi od tego, by powiedzieć, że "podatki są fajne", ale dlaczego czepiasz się jego zarobków. Nawet redakcja portalu lewica.pl (o, ironio!) zatrudniana jest na warunkach wolnego rynku, ta konkretna Pani pisze dla Krytyki Politycznej, ten konkretny tekst ujawnił się w Gazecie Wyborczej, jestem niemal pewien, że pani Dunin dostaje za swoją pracę +/- tyle, na ile wycenia ją pracodawca*. No i fakt, faktem jest, że 1000zł nie zarabia, ale nie płaci też większe podatki. Spójrz - jeżeli nasza przysłowiowa Pani-z-Tesco zarabia 1000zł miesięcznie, to płaci 1603,98 zł podatku rocznie (faktycznie 13,37%), natomiast pani Dunin prawdopodobnie zarabia częściowo na tzw. umowach śmieciowych, ale gdyby te swoje +/- 8500zł miesięcznie miała na umowę o pracę, wówczas płaciłaby rocznie 20110,04 zł podatku (faktycznie 19,72%), a im więcej by zarabiała, tym procentowo więcej by traciła (aż do prawie 32%).
To po pierwsze, a po drugie.
Lalena napisał(a):
EDIT: Tak płacenie podatków jest fajne nawet zajebiste, ale dla tych do kieszeni których podatki trafiają.
No tak, ale wiesz do czyjej
kieszeni trafiają te podatki? Bo chyba nie powiesz, że do kieszeni pani Dunin? Częściowo pewnie tak, ale wydaje mi się, że do
mojej (studenta uczelni państwowej + pracownika publicznej instytucji kultury) znacznie, znacznie więcej. Jeżeli naród zgadza się na "pomaganie" swojej najuboższej części, to fajnie by było, gdyby 95% wspomagało 5% (i to w jakiejś sensownej formie, np. podatek dochodowy negatywny). Ale problem jest taki, że teraz wszyscy (a najbogatsi przede wszystkim na tym ubolewają) płacą zdecydowanie za wysokie podatki za rzeczy, którymi państwo w ogóle nie powinno się zajmować -> i to
na tym najbardziej cierpi nasza Pani-z-Tesco, bo bez nieudolnego działania państwa mogłaby sama sobie wybrać fundusz emerytalny, ubezpieczenie społeczne, ubezpieczenie zdrowotne (lub ew. ich nie wybierać) i inne. Mogłaby też (jeżeli chce!) pracować w niedziele czy święta państwowe, na tzw. umowy śmieciowe, za niższą stawkę i inne, gdyby państwo pozwoliło jej samej o tym decydować, ale to już inne kwestie.
Ja wiem, że fajnie jest ponarzekać na podatki, ale trochę głupio jest niezdarnie ciskać kamienie w wszystkie strony.
Ivanhoe napisał(a):
Pracujesz? Płacisz podatek. Kupujesz coś? Płacisz podatek. Sprzedajesz? Płacisz podatek. Dajesz komuś coś (poza najbliższą rodziną)? Płacisz podatek. Masz pieniądze na koncie? Płacisz podatek. Masz pieniądze w domu? Płacisz ukryty podatek (inflacja).
Wszystko się zgadza, ale przecież jakiś podatek płacić
musimy. Nawet jeżeli rolę państwa ograniczymy do minimum, to nawet te przysłowiowe dwór i armia same się nie utrzymają. Więc trudno byłoby wybrać z tego wszystkiego po prostu jedną rzecz od której się płaci podatki (tylko od zarobków, tylko od wydatków, raczej nie tylko utraconą wartość pieniądza w wyniku inflacji

). Einstein kiedyś powiedział, że rozumie zagięcia się czasu, ale nie rozumie podatku od dochodu, łatwo mu przyklasnąć, ale kiedyś zdałem sobie sprawę, że to nie jest najmniej sensowny podatek, a jedyny sensowny, albo przykład jednego z sensowniejszych. Choć oczywiście tak samo jak trudno płacić TYLKO podatek dochodowy (jak wówczas brać pod uwagę przedsiębiorców z własną działalnością gospodarczą, którzy właściwie jako-tako dochodu nie mają, ma je firma). Właściwie to podatek od dochodu jest chyba najstarszą formą pobierania tych opłat (Egipt, Rzym? tym bardziej średniowiecze). Słyszałem jeszcze o innej formie, ale trudno mi sobie wyobrazić sytuację, żeby każdy jeden obywatel płacił taką samą kwotę X rok rocznie jako zastąpienie podatków.
Problem z pewnością zawiły i nie łatwy, brednie o sprawiedliwości społecznej odrzucamy z miejsca, a to i tak imho nie rozwiązuje problemu. Wydaje mi się, że po primo fajnie byłoby wypierniczyć z sfery budżetowej kilkaset instytucji, a reszcie obniżyć dotacje (pragmatycznie - ZUS, więziennictwo, sprywatyzować wszystko co się da, a ideologicznie jeszcze wojsko bym dorzucił) i proporcjonalnie do tego zmniejszać liniowe podatki.
*co nie byłoby możliwe, gdyby spełnione zostały wszystkie postulaty tak dumnie przez Krytyką Polityczną wygłaszane - uwaga, strona wysokiego ryzyka -
http://www.przewodniklewicy.pl/