Lalena napisał(a):
Jest róznica jeżeli komuś zostanie na rekę 1000zł a co innego jak dostanie 8,5tysiąca złotych. Jednak za przykładowe 8,5 tysiaca jest łatwiej przezyć miesiąć niż za 1 tysiąca.
To też chyba nie jest do końca czarno białe. Masz więcej hajsu na więcej Ci starcza masz mniej starcza na mniej lub nie starcza wcale.
Wraz ze wzrostem zarobków wzrastają koszty życia zazwyczaj. Droższe mieszkanie, produkty z wyższej póki, prywatny lekarz itp. Taki cżłowiek zarabiający 85000 może napisać: "no dobra, zarabiam 8,500 ale to dla mnie za mało, gdybym zarobił 20.000 to by mi dużo zostało i mógłbym łatwo przeżyć miesiąc', a kolejny : "20.000 to jest tyle, że ledwo starczy na opłacenie benzyny do samochodu dla mnie, samochodu zony, i samochodow dwojki dzieci, sprzątaczki, lekarza, gdybym zarobił 40.000 to by mi wystarczyło".
Ludzie pracują i żyją za te 1200 zł. Ciężko idzie, ale żyją. Lepiej pomyśleć, za ile w końcu nie uda się przetrwać z miesiąca do miesiąca. W drugą stronę, można sobie iść do woli.
Lalena napisał(a):
Weź pod uwagę, że podatki tez idą na pomoce socjalne dla tych którym się nie chce iść do pracy(łatwiej iść po zasiłek i sie smiać z innych), bandę darmozjadów we wszelkiego typu urzędach, którzy całkowicie nic nie robią i przy wydaniu jakiegokolwiek zaświadczenia robią Ci w pizdu problemów, a jak pozbierasz kwitki z innych okienek to pani nie ma czasu Ci wydać zaświadczenia bo musi się wyplotkować i dowiedzieć kto z kim w gminie wpadł, kto się żeni i co się wczoraj paliło, że jechało tyle straży w tym i tym kierunku(przypadek autentyczny gdy stałam w kolejce w moim kochanym Urzędzie Gminy po świstek na uczelnie i sie wystałam wtedy 1,5godziny w jednej kolejce i już mnie za przeproszeniem trafiał szlak).
Cóż to chyba też w jakiś sposób jest w nas. Jedna pani wydaje świstek, plotkuje z drugą, a w kolejce 40 osób.
I te 40 osób nic nie robi. Zazwyczaj. Wszędzie.
Przypomniała mi się sytuacja ze szpitala im. Żeromskiego w Krakowie. ( do tematu podatków się ma nijak, ale taka dygresja na temat tego, czemu musimy się wkurzać na tych złych urzędników)
Noc, z 30 nagłych przypadków. Ludzie z połamanymi rękami, dzieci rozpalone jak piece i różne dziwne rzeczy.
Brat z przeciętymi palcami piłą.
Czeka godzinę, nikt nawet do nich nie wyszedł. Do tych 30 osób. Po dwóch godzinach mama poszła zwrócić uwagę. Nic. Za 15 minut znowu. Potem jakiś pan. I znowu mama. W koncu go przyjęli, bo się palcom coś zaczęło dziać.
Wychodzi z pokoju i mówi: "ludzie, wchodzcie tam ciągle i im zwracajacie uwagę, bo oni sobie tam ciastka jedzą." I tak było.
Trochę odszedłem od głównego wątku, więc już wracam.
Nie mówię, że tak powinno być. Ani w szpitalu, ani w żadnym urzędzie. Nigdzie. Niestety tak jest i samo się to nie zmieni. Niestety.
Lalena napisał(a):
I Tobie odpowiada to, że komuś zabiera się cięzko zarobione pieniadze(nawet jeżeli ta osoba nie chce) i te pieniądze idą do Twojej kieszeni?
To całe myślenie każdy sobie rzepkę skrobie, zostawmy wszystkich samych sobie podobało mi się do momentu, kiedy sam nie byłem pod ścianą.
I gdybyście nie płacili podatku i gdybym ja go teraz nie płacił, to zostałbym z rodziną na lodzie. No bo jak student, to normalnej umowy się mu nie da. A jak mu się nie da to niech się sam ubezpiecza i żone i dziecko.
Wszystko jest fajnie dopóki masz pracę, jesteś zdrowy.
A co z ludźmi niezdolnymi do pracy. Każdego z nas coś może spotkać.
Jestem przeciwny bezczelnemu wykorzystywaniu instytucji państwowych, ale w obecnym systemie to dla mnie jest problem. Nie że takie instytucje sa, że państwo pomaga z naszej kasy, ale to komu i jak pomaga.
Irytują mnie zdania, że jakbym dużo zarabiał to miałbym na lekarza, sam odkładałbym sobie na emeryture i wszystko i wszystkich miałbym w nosie.
Czyli co, część społeczeństwa wzorem Mikkiego mamy wybić, która będzie miała jakiś problem i nie przetrwa?
Ja bardzo cieszę się, ze z Twojej kieszeni poszła kasa na mnie i moją rodzinę przez jakiś czas, bo bardzo tego potrzebowałem, żeby wyjść na prostą.
Teraz na niej jestem, płacę podatek i wierzę, że moje pieniadze też komuś pomogą.
Nie wiem czy gdyby zarbiał teraz 2000 więcej, pomagałbym bezinteresownie. Ciężko mi powiedzieć. Pewnie znalazłbym egoistycznie ważniejsze dla mnie cele.
Lalena napisał(a):
Ależ Pani z Tesco(w obecnych czsach) musi pracować w niedziele lub świeta, bo gdyby się nie zgodziła to by ja wywalili z pracy. Nie jest to wyssane z palca bo znam wiele ludzi pracujacych w popularnych sieciówkach u których tak to wyglada.
Najgorszy jest brak czasami alternatywy. Bo gdyby była, a chętnych by brakło to takie zarobki by nie przeszły.
Jak czytam ogłoszenia na gumtree, gdzie wymagają do sprzatania jezykla angielskiego i płacą 5 zł na godzinę, to jedyną właściwą reakcję jest żałosny śmiech. Ale ktoś pójdzie, ktoś to pewnie zrobi, bo nie ma czasem wyboru. Zrobi to przez tydzien, dwa ale zrobi. A potem kolejny taki sam, na chwilę, bo musiał.